Bez kategorii

Czy SŁOWO naprawdę ma znaczenie?

Jak wyobrażasz sobie świat, w którym ludzie porozumiewają się wyłącznie za pomocą gestów? Dobrze wiemy, że miłość, przyjaźń czy nawet relacje w pracy mogą być świetnie ujęte w działaniach, jednak czy to wystarczy? Mówi się, że czyny są ważniejsze od słów. Owszem, ale często ten pogląd pielęgnujemy poprzez złą reklamę, którą robimy wokół słów – rzekomo raniących, czasem niepotrzebnych, nieprawdziwych. A czy rzeczywiście tak jest? Przecież każdy z nas lubi czasem usłyszeć coś miłego, nie tylko czuć, że jest kochanym, ale także usłyszeć słowo kocham, nie tylko widzieć, że ktoś się o niego troszczy, ale także dostać zwykłą wiadomość – dojechałeś już do pracy? Jak się czujesz? Nie tylko obserwować jak ktoś próbuje nam zakomunikować, że jest o nas zazdrosny, ale po prostu usłyszeć – dziewczyno, jestem zazdrosny, bo mi na Tobie zależy. Dostrzegać w drugim smutek i żal nie jest tym samym, co usłyszeć – to było dla mnie przykre, nie rób tego więcej, proszę.

Nie rozmawiamy o wielu sprawach. Nie wyrażamy tego, co leży nam głęboko w sercu ani też tego, co zatruwa nasze myśli każdego dnia. Marnujemy tyle energii i czasu na to, aby skrzętnie opracować piękną wypowiedź. Staramy się jak najlepiej zaprezentować się naszemu rozmówcy, manipulujemy treścią, ukrywamy to, co może zaboleć, co nas samych boli, co może wywołać konflikt, złość, przykrość czy nawet radość. To dopiero paradoks. Jak można obawiać się czyjeś reakcji w odpowiedzi na coś naprawdę miłego…a jednak można! To częste zjawisko.

Z czego to może wynikać? Zapewne przyczyn jest wiele, tyle, ilu jest nas na tej Ziemi. Jednak najczęściej problem leży nie po stronie przeciwnej. Gdy przyglądamy się sobie możemy zauważyć, że tak naprawdę lęk dotyczy nas samych. Obawiamy się, że możemy skrzywdzić samych siebie. Swoje JA. Możemy stracić swoje uczucia, pragnienia, potrzeby czy marzenia.  A idealny świat może legnąć w gruzach. Bo ktoś nas źle zrozumie, bo nie odzwierciedli naszych uczuć, bo nie przyjmie naszego prezentu w formie podziękowania, albo nie odpowie nam tym samym. Boimy się uzewnętrzniać, gdyż ktoś to kiedyś może wykorzystać przeciwko nam, może zinterpretować to jako naszą uległość, podporządkowanie, słabość. Często spotykany lęk dotyczy także tego, że sprawiając komuś przyjemność naszym dobrym słowem możemy poczuć, że w ten sposób sami przed sobą przyznajemy się do tego, że nam na kimś bardzo zależy, że chcemy, aby był szczęśliwy, że mu ufamy, że chcemy, aby był blisko nas. A jeśli kiedyś nas zawiedzie? Co wtedy? Jeśli otworzyliśmy się przed nim i mówiliśmy otwarcie o emocjach, o naszych myślach możemy poczuć się rozczarowani.

Na drugim biegunie widnieje rozczarowanie innego typu. Samy sobą. Cisza, pozorna obojętność, udawanie niedostępnych, niezainteresowanych czy zwykłe ‘ lepiej ugryzę się w język’, ‘lepiej zachowam to dla siebie’ może budzić opór i jednocześnie chęć wyjawienia swoich uczuć. Słowa żyją głęboko w nas, nie da się o nich zapomnieć. I nawet jeśli to robimy, jest to trudny i wyczerpujący proces…

A może boimy się zobowiązań? Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że słowa mają większą moc jeśli chodzi o składanie deklaracji. Być może woli pozostać w swojej strefie komfortu, ustawiając się na pozycji biernej, przyjmując w życiu to, co daje nam los, co daje druga osoba. Wtedy zawsze można powiedzieć – ja nie składałam żadnych obietnic, nie powiedziałam niczego, co mógłbyś dwuznacznie zinterpretować. Ale czy naprawdę chcemy, aby nasze relacje w życiu były aż tak płytkie? Jak można oczekiwać od drugiej strony, że będzie znała nas na tyle, aby wychodzić naprzeciw naszym potrzebom, że nie będzie nas raniła, podczas gdy sami sprawiamy, że czuje się zagubiona, niepewna i bezradna wobec swojej niewiedzy. Jeśli dwie osoby mają podobne lęki, trudno jest się porozumieć i zadbać o to, aby łącząca ich więź miała szansę przetrwać.

Pomyśl przez chwilę, ile mamy w życiu takich momentów, kiedy leżymy sobie obok kogoś, na kim nam naprawdę zależy i przez kilkanaście minut zastanawiamy się jak powiedzieć o tym, co czujemy… Mija godzina i stwierdzasz, że po pierwsze: w ogóle nie skorzystałaś z czasu, jaki mieliście dla siebie, po drugie masz poczucie, że kolejny raz zawiodłaś samą siebie i po trzecie marnujesz kolejne kilka godzin, myśląc o tym, co by było gdybyś odważyła się na to, czego się obawiałaś.

Do czego to wszystko może nas zaprowadzić? Każdy ma swoją drogę, swoje buty i swoje uczucia. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Warto mimo wszystko pamiętać, że słowa mają moc, nie są tylko huraganem, który może wszystko zniszczyć, nie są też kukłą, która straszy nocami i snuje nam w głowie czarne scenariusze. Słowa mogą być początkiem naszych najpiękniejszych dni, lekarstwem na nasze wszystkie smutki, płaszczem, gdy pada deszcz. Słowa po prostu są nam potrzebne. Oczyszczające, zrzucające zbędny balast, są czymś, co może łączyć, jeśli wiemy jak ich używać.

Żadne słowo nie zastąpi dotyku drugiego człowieka, ciepłej kawy na dzień dobry czy uśmiechu na dobranoc, dokładnie tak, jak  to wszystko nie zastąpi słowa kocham, które składa się tylko z sześciu liter.

Sześciu liter szczęścia

Autor: Daria Bębenek, psycholog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *