Bez kategorii

Jak ludzie podcinają sobie skrzydła?

Weźmy za przykład młode małżeństwo. Ona wysoka, szczupła blondynka. On dobrze zbudowany brunet, 5 lat starszy od swojej wybranki. Dajmy im na imię Ania i Janek. Ona dotychczas zajmowała się domem, on zarabiał na rodzinę. Dzieci odchowane, żona chce wrócić do pracy. Na co mąż reaguje złością. Po co jej to, było przecież dobrze. Ma pieniądze, męża w domu, niech się zajmie czymś tutaj, nie wiem, ogródkiem może, jakieś remont, niech siostrę zaprosi, ale oczywiście niech siostra wyjdzie przed moim powrotem z pracy, bo za dużo byłoby tego dobrego.

Po co to mężowi? A no po to, aby przyciągnąć żonę do siebie jeszcze bardziej. Być może czuje się on odrzucony, boi się, ze żona za bardzo się usamodzielni, pozna jakiegoś faceta w pracy, zostanie doceniona, będzie zarabiać własne pieniądze, a co gorsza więcej od niego. Nie będzie codziennych obiadków, będzie ciągle zmęczona tak jak ja, nie będzie mnie już tylko podziwiać. Jednym słowem było dobrze, po co zmieniać coś, co działa? A może jednak nie działa?

Drugi przykład. Dziecko i rodzice. Chłopiec ma na imię Marcin, lat 21. Rodzice to Beata i Krzysztof. Syn po pierwsze skończył studia i jest informatykiem, po drugie zarabia więcej niż jego ojciec, po trzecie – chce założyć swoją firmę razem z kolegą. Opowiada rodzicom o swoich sukcesach, ma nadzieję, że będą się z nim cieszyć jego szczęściem. A co się okazuje? Ojciec na to: „ja w Twoim wieku to już rodzinę założyłem, Ty byłeś w drodze, dom budowałem”. Czy to musi być prawda? Niekoniecznie, dziecko tego nie sprawdzi, a ojciec poczuje się lepiej. Dalej mówi: „ z tą firmą no wszystko super, jesteś fachowcem, ale nie wiem czy to jest najlepszy pomysł. Teraz rynek jest niepewny, lepiej zostaw na razie ten pomysł w szufladzie”.

Co to daje ojcu? Trochę podnosi mu poczucie własnej wartości. Najszybciej i najprościej jest podnieść sobie samoocenę umniejszając osiągnięcia drugiego człowieka. I nie jest to ważne jakie relacje łączą nas z tą osobą. Możemy ją kochać lub nienawidzić. Zazdrość czy poczucie zagrożenia dla naszej osoby jest zdecydowanie większe niż relacje, jakie nas łączą.

Trzeci przykład: Koleżanka do koleżanki: „poznałam świetnego faceta”. Opowiada jej o swoim szczęściu, o tym, jak świetnie się dogadują, żyją, co planują, na co przyjaciółka odpowiada: „wiesz co, no ja nie wiem czy on jest takim super kandydatem na męża. Zobacz, gdyby Cię kochał to nie powiedziałby tego…nie zrobiłby tak i tak…., ale ok, generalnie to jest w porządku, nie wiem, no Twój wybór, żebyś potem nie płakała, bo to różnie bywa, sama wiesz jakie miałaś ostatnio przeżycia, z resztą Ty zawsze źle wybierasz”.

Co to daje koleżance? Być może ona sama nie ma faceta i związek jej przyjaciółki mógłby zagrażać ich przyjaźni, wspólnie spędzanym weekendom. Po drugie mogłaby poczuć się gorsza. No przecież ona sama też zasługuje na związek, dlaczego ona ma tak dobrze, a ja co? I jeszcze jedno bardzo ważne twierdzenie – ja będę ją pocieszać, będę ją wspierać, lubię komuś matkować – jest mi z tym dobrze. Jak się kobitka usamodzielni, to odstawi mnie na boczny tor. Będzie zwierzać się facetowi, a ja stracę potencjalne ‘dziecko’ i więź, bezpieczeństwo, bliskość.

I czwarty – znany dobrze wielu z nas, czyli kolega z pracy, taki miły, życzliwy, koleżeński, chcący zawsze pomóc, doradzić. I piękny tekst w stylu: „powiem Ci coś, jako starszy kolega…”, robienie aluzji jak to on miał podobną sytuacje w pracy, przestrzeganie przed czymś, komentowanie pracy, niewerbalne sygnały, że ktoś nie wierzy w Twoje kompetencje, podważanie Twoich osiągnięć i realizacji celów. I pamiętajmy, że to nie dzieje się jednego dnia – to jest proces. Każdego dnia ta osoba jakimś małym gestem czy krótkim słowem, choć najczęściej dłuższym monologiem zasiewa  w nas ziarno niepewności co do własnych kompetencji, które kiełkuje przez kolejne lata. Z czego to może wynikać? Być może ten kolega sam jest niepewny swoich umiejętności, nie wierzy w siebie i czuje się zagrożony Twoją wiedzą i sposobem pracy. Jak najłatwiej osłabić ten lęk? A no podkopując Twoją samoocenę.

Nie jest trudno podciąć komuś skrzydła, znacznie trudniej pomóc je komuś rozwinąć. Ludzie wolą dzisiaj powiedzieć – daj spokój, nie dasz rady, olej to, lepiej siedzieć cicho, żyć z dnia na dzień. Łatwiej jest umniejszyć drugiego, niż pokazać mu, jakie ma jeszcze zalety, co jeszcze może, jak być jeszcze lepszą wersją siebie. Znacznie szybciej możemy podnieść sobie samoocenę kosztem drugiej osoby. I nagle zagrożenie dla naszego JA znika. Zmiotłam wszystkie kurze, które pałętają się obok, i znów zaczynam świecić jak gwiazda na tle innych. Szkoda tylko, że te ‘sukcesy’ na plecach innych ludzi nie smakują już tak dobrze. Z czasem przychodzi refleksja, że wcale nie jestem lepszy, bo tak naprawdę nie zrobiłam nic lepszego od tego drugiego. Powiedziałam tylko, że jego sukces nic nie znaczy, że jego szczęście jest puste. Tyle. Jego sukcesy nadal nie znikają. Zatem czy to sprawia, że ja coś osiągam? Jestem z siebie dumny? Robię coś ważnego dla siebie i moich celów? No nie. I to jest przykre. I trudne.

Czy życie nie jest zbyt krótkie, żeby marnować czas na rozmyślenia dotyczące cudzego życia? Myślę, że jest. Czas ten może nie być zmarnowany pod warunkiem, że myśląc o czymś życiu zastanawiamy się jak samemu sprawić, aby nasze życie mogło być lepsze. Jak zwiększyć swoją motywację, jak się zmobilizować do działania. Kiedy dodaje nam to nadziei i energii, że nam też się uda. A niestety zbyt często kultura i media uczą nas, że musimy rywalizować, więc naturalnie zaczynamy myśleć o tym, kto i w jaki sposób może nam zagrażać. Porównujemy się, a jeśli bilans wypada na naszą niekorzyść, chcemy czasem nawet nieświadomie zniszczyć przeciwnika.

I na koniec jeszcze jedna kwestia – życzliwość, autentyczna troska. Największą sztuką w życiu jest cieszyć się czyimiś sukcesami. Z kimś, a nawet w ukryciu. Powiedzieć głośno: „kurde, jestem z Ciebie dumny, jak Ty tego dokonałeś? Super, naprawdę”. To nie jest trudne – od tego się nie umiera. Od zazdrości i zawiści już tak – umiera się emocjonalnie. To sieje pustkę, gorycz i smutek w naszym ciele. Człowiek, który umniejsza drugiego być może robi to dlatego, że sam kiedyś był tak traktowany w domu, przez znajomych czy bliskich. Być może ma takie, a nie inne doświadczenia życiowe, zbyt wiele porażek, trudności do pokonania. I w jednym, i w drugim przypadku potrzeba nam tego, aby dobrze czuć się ze sobą, dobrze o sobie myśleć, dostrzegać swoje zalety i wady. Pierwsze rozwijając, a drugie akceptując. 

Zadbajmy o poczucie własnej wartości, bo ludzie, którzy czują się ze sobą dobrze nie muszą uciekać się do tego typu działań i zabiegów. Zadbajmy o to, aby zauważyć dlaczego potrzebujemy osłabić czyjąś pozycję, by swoją podnieść nieco do góry. Po co nam to jest potrzebne, z czego to wynika. Czasami krótka analiza swojego życia sprawia, że przestajemy obawiać się o to, że każdy człowiek, który jest w czymś trochę lepszy od nas jest dla nas zagrożeniem, wzbudza nieprzyjemne emocje i myśli, które natychmiast trzeba zneutralizować. A że nie da się tego zrobić ot tak, najszybciej jest uderzyć w sam środek tego lęku – w drugiego człowieka. Zmienić siebie jest o wiele trudniej. Uwierzyć w siebie i w to, że nie potrzebujemy umniejszać czyjejś wartości, aby poczuć się ze sobą dobrze jest naprawdę pracochłonnym działaniem, ale niezwykle pięknym i satysfakcjonującym. Powiedziałabym, że to właśnie daje prawdziwą wolność.

Ta cała sprawa zamyka się w jednym zdaniu – tylko kochaj! Tyle i aż tyle. Bo miłość do drugiego człowieka sprawia, że jesteśmy sobie równi. A miłość do samego siebie pozwala innych traktować z szacunkiem.

Autor: Daria Bębenek, psycholog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *