Bez kategorii

Potwór siedzi w głowie

Pomyśl przez chwilę, ile razy zastanawiasz się zanim powiesz coś swojemu przyjacielowi, znajomemu czy obcej osobie na ulicy. Spójrz ile razy żałujesz tego, co powiedziałeś lub czego nie powiedziałeś drugiemu człowiekowi. Nie mówimy przecież, gdy pytają: „ W tym wyglądasz beznadziejnie, grubo, strasznie. Nie uda Ci się, nie dasz rady, to bez znaczenia, nie ma sensu nawet zaczynać i tak nic z tego nie będzie, nie zasługujesz na niego/na nią”. Brzmi znajomo? Pewnie tak, ale nie jako dialog, to wewnętrzny monolog – wewnętrzne JA, które jak lustro odbija nasze myśli na swój temat. Patrząc sobie głęboko w oczy możesz zobaczyć wtedy nieszczęśliwego i zmęczonego życiem człowieka, który karmi się jedynie wstydem, złością i autoagresją. Dlaczego tak często mocno przesiewamy treści, które kierujemy do drugiej osoby, a to, co mówimy do samych siebie jest tak powierzchowne, bolesne, przykre?

Jesteśmy bardzo tolerancyjni, wyrozumiali i ostrożni w wyrażaniu swojej dezaprobaty czy negatywnej opinii wobec innych(najczęściej oczywiście). Staramy się powiedzieć nawet nieprzyjemną informację w taki sposób, aby kogoś nie urazić. A co robimy, gdy rozmawiamy ze sobą? Krytykujemy siebie niemal non stop. I nie trzeba do tego czasami wielkich słów – wystarczy zwykłe: ”zostaw to, i tak będzie źle!”. Czarnowidztwo jest w modzie. Choć nie wiem dlaczego. Skąd bierze się taki surowy krytyk?

Często z dzieciństwa. Z tego jak odnosili się do nas nasi rodzice, jakie stawiali nam wymagania, jakiego wsparcia nam udzielali, na ile czuliśmy się kochani i akceptowani – bezwarunkowo. Dziecko nie potrzebuje bezpieczeństwa wyłącznie finansowego, ale przede wszystkim poczucia, że jest kochane. I bynajmniej ta miłość nie powinna być liczona w czasie poświęconym dzieciom, bo można spędzać z nimi 24h na dobę i co z tego, jeśli podczas tego czasu jesteśmy z nimi tylko fizycznie, a nasze myśli uciekają gdzieś w dal, jeśli patrzymy na nie i staramy się kierować ich życiem tak, aby w przyszłości spełniły nasze plany wobec nich. Jeśli zawłaszczamy dziecko dla siebie albo odpychamy je, nie chcemy go poznać, nie wiemy, co lubi, co sprawia mu radość, ale doskonale wiemy, że trzeba je nakarmić, położyć spać, ubrać i wypełnić te wszystkie obowiązki rodzicielskie. A przecież najważniejszym obowiązkiem jest przytulenie dziecka, dobre słowo, wsparcie, chwila szalonej zabawy. I być może ktoś teraz oburzy się, że nazywam to obowiązkiem, ale patrząc czasami na opiekę rodziców aż prosi się, aby wpisać im to na listę obowiązków, aby obudzili się w tym wychowaniu swoich pociech. Spędź z tym dzieckiem nawet jedną godzinę, ale tak, aby czuło, że jesteś przez ten czas tylko dla niego i aby wiedziało, że zawsze je kochasz, nawet wtedy, gdy nie ma Cię blisko. Nie wynagrodzisz dziecku swoich braków i niedostatków miłości ze swojego dzieciństwa poprzez nadopiekuńczość czy swoje poczucie winy wobec braku czasu dla niego. Bądź dla niego rodzicem nie takim, jakiego Ty sam nie miałeś lub miałeś w nadmiarze. Bądź takim rodzicem, który jest szczęśliwym człowiekiem.

Po drugie z relacji, jakie budujemy z innymi, co słyszymy od nich najczęściej. Czy są to słowa pochwały i dumy. Czy przekazane nam informacje zwrotne docierają do nas w takiej formie, abyśmy mogli coś z nimi zrobić, a nie tylko usiąść i płakać.

Po trzecie doświadczenia życiowe. Trudno wymagać od osoby, którą niemalże stale spotykają jakieś problemy optymizmu i radości. Jednak niekiedy zaledwie jedno czy dwa naprawdę trudne wydarzenia mogą tak zgeneralizować nasze myślenie, że od tego czasu każdą sytuację będziemy postrzegać jako zagrożenie/porażkę i na zasadzie samospełniającej się przepowiedni taką ją uczynimy.

  • Jeśli założysz, że jesteś przegranym, to przegrasz.
  • Jeśli uwierzysz, że nie zasługujesz na szczęście, to nigdy go nie odnajdziesz.
  • Jeśli będziesz nosił w sobie przekonanie, że nie masz na nic wpływu, to właściwie już dawno oddałeś stery życia komuś innemu.
  • Jeśli uważasz, że przeszkody są nie do pokonania, przytłoczą Cię już na starcie.

Czyj jest ten głos, który to wszystko mówi? Jaki widzisz pierwszy obraz, gdy go słyszysz? Czy naprawdę chcesz codziennie spoglądać w lustro i widzieć człowieka, który ucieka przed swoim odbiciem? Zamknij teraz na chwilę oczy. Wyobraź sobie, ze widzisz na ławce człowieka, małe dziecko, które płacze. Spójrz mu w oczy. Widzisz siebie. Małego, bezbronnego z buzią umorusaną czekoladą i łzami. Przytul go i powiedz:

  • jesteś cudem, jedynym, niepowtarzalnym,
  • jesteś wyjątkowy przez samo swoje istnienie,
  • nie potrzebujesz robić nic, byś zasługiwał na szacunek,
  • jeśli ktoś stawia Ci warunki swojej miłości, pożegnaj się,
  • jeśli stale Cię krytykuje i rani, przebacz,
  • jeśli to boli, płacz.

A jeżeli jeszcze raz jakiś głos w głowie powie: „nie dasz rady, nie zasługujesz” to odpowiedz mu tym razem stanowczo i z czułością – wiem, że jesteś tuż obok, czuję Twój oddech, dłoń na ramieniu. Ale pozwól, że wybiorę nadzieję. Ona szepcze mi do ucha, że tym razem wszystko będzie dobrze. 

Autor: Daria Bębenek, psycholog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *